Moja przygoda z ministranturą zaczęła się za czasów ks. proboszcza Wacława Pruszaka w 1942 roku, gdy miałem wtedy 10 lat. W tamtych czasach zostać ministrantem, to był ogromne wyróżnienie.

Mój tata należał wtedy do Rady Parafialnej i pewnego dnia wprowadził minie do zakrystii, w której spotkaliśmy Pana Stanisława, ówczesnego kościelnego. Zapytał mnie wtedy czy chcę być ministrantem. Zgodziłem się chętnie. Zaraz w najbliższą niedzielę pan kościelny miał dla mnie przygotowaną broszurę z tzw. ministranturą. Trzeba zaznaczyć, że Msza Święta wówczas była sprawowana w języku łacińskim. Na nauczenie się ministrantury miałem dwa tygodnie. Po ich upływie pomyślnie przeszedłem próbę z zakresu jej znajomości i na znak, że zostaję włączony do grona ministrantów, ks. proboszcz uścisnął mi dłoń i pogratulował zdanego egzaminu. Ostatni raz czynnie służyłem przy ołtarzu jako ministrant 18 listopada 1952 roku, kiedy to szedłem do wojska. Po śmierci mojego ojca sam zostałem radnym parafialnym, co zresztą trwa do dzisiaj.

Zdzisław, l. 84 z Nowego nad Wisłą (4 grudnia 2016 roku)

 

ministranci.diecezja-pelplin.pl / 2016 / Archiwum

Projekt i realizacja: Seweryn Sildatk