PASTORES, 29 (4) 2005

ks. bp Jan Bernard Szlaga

Nieznajomość Biblii nieznajomością Eucharystii

Jezus Chrystus utożsamił się z Eucharystią, przeto powszechnie znane adagium teologiczne św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa" należy rozumieć jako sformułowanie czysto synonimiczne twierdzenia, iż nieznajomość Biblii jest nieznajomością Eucharystii.

Eucharystia nie pojawia się nieoczekiwanie. Jest wydarzeniem zapowiadanym, a nawet już obecnym w historii zbawienia Starego Testamentu.

Oczywiście, tę obecność należy traktować zgodnie z hermeneutyczną regułą: Novum Testamentum in Vetere latet, Vetus in Novo patet („Nowy Testament kryje się w Starym, Stary staje się jasny w Nowym"). Św. Augustyn formułował to jeszcze odważniej: „W Piśmie Świętym nie znajdujemy nic innego ponad to, co Jego [Chrystusa] dotyczy, i od tego nie wolno nam odchodzić".

Potwierdza to także wypowiedź autora Listu do Hebrajczyków, który już w prologu stwierdza: „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna. Jego to ustanowił dziedzicem wszyst­kich rzeczy, przez Niego też stworzył wszechświat" (Hbr 1,1-2). Jeżeli więc Chrystus jest „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8), to również w ciągu wieków musi być obecny Jego dar, jakim jest Eucha­rystia. Czy potrafimy dopatrzyć się obecności Eucharystii już w Starym Testamencie?

Podstawę poszukiwania wątków eucharystycznych w Starym Testamencie stanowi tęsknota człowieka uparcie myślącego o wspólnym stole, przy którym zasiadłby Bóg i przy którym ma prawo zasiąść także człowiek. Odtworzenie na podstawie samego słownictwa starotestamentalnego takiej teologii stołu nie jest bez znaczenia, jako że Eucharystia jest stołem Pańskim podwójnie zastawionym, jako stół słowa Bożego i jako stół uczty ofiarnej. Również w świadomości teologów od dawien dawna było obecne przekonanie, że Msza święta to podwójnie przez Boga zastawiony stół. Autor dzieła O naśladowaniu Chrystusa, Tomasz a Kempis, stwierdza: „Można by rzec, że są jakby dwa stoły ustawione po dwóch stronach w skarbcu Kościoła. Jeden stół to stół ołtarza, na którym leży chleb święty, drogocenne Ciało Chrystusa. Drugi stół, to stół Prawa Bożego, na którym spoczywa mądrość święta, nauczająca prawdziwej wiary i prowadząca człowieka wytrwale aż poza zasłonę, gdzie znajduje się miejsce święte". To porównanie Mszy świętej do dwóch stołów zawiera w sobie bardzo czytelny, a przy tym bardzo praktyczny skrót, jakim można ogarnąć istotę Mszy świętej: słowo i ciało Chrystusa.

W całej Biblii stół jest wymieniany 128 razy (taką liczbę odsyłaczy ma Biblia Tysiąclecia). Wśród tych 128 przywołań stołu niektóre dotyczą najzwyczajniejszego ludzkiego stołu, ale już w tych miejscach wspomina się o pewnym zaszczycie i o pewnej wspólnocie, która się zawiązuje, kiedy człowiek jada przy tym samym stole z kimś znaczącym. I lak na przykład w sposób bardzo dostojny mówi się o stole Dawida czy w ogóle o stole królewskim (zob. 1 Sm 20,29; 2 Sm 9,10.11). Wspólnota stołu królewskiego jest szczególnie zobowiązująca. Wymaga odpowiedniej dyspozycji, ale także szacunku, jakim będzie się go otaczać i z jakim będzie się go wspominać.

Do rangi symbolu o wyjątkowej doniosłości urasta stół Pański, ustawiony w świątyni. Jest to albo stół dla składanych ofiar, albo też stół chlebów pokładnych, a więc tego znaku, w którym daje się poznać opatrzność Boża prowadząca dzieje 12 pokoleń. Można w tym kontekście doskonale zrozumieć proroka, który ubolewa nad tym, że stół Pański jest w pogardzie albo jest splugawiony (zob. Ml 1,7.12).

Wyjątkową symbolikę może mieć dzieło Jahwe, które po ludzku wydaje się nieprawdopodobne, a zarazem niewykonalne. Chodzi tu o pytanie Psalmisty postawione w kontekście doświadczenia historii narodu wybranego: „Czyż Bóg potrafi nakryć stół na pustyni?" (Ps 78.19). Czy znajdzie zatem człowiek pożywienie na pustyni i czy Bóg jest w stanie takie pożywienie mu zapewnić? Blisko już stąd do tego wyjątkowego stołu, jaki Bóg zastawiał na pustyni swojemu narodowi w ciągu 40 lat wędrówki, kiedy pojawiła się manna, będąca potwierdzeniem tego, że On naprawdę towarzyszy swojemu narodowi, bo wyprowadzając go z Egiptu, gdzie były niby pełne stoły, bynajmniej nie chciał jego zguby. Dlatego również na pustyni zastawia stół, dając swojemu narodowi tyle pokarmu niebieskiego, jakim była manna, ile tylko było trzeba. Jest to zatem stół o wyjątkowej doniosłości, stanowiący jakby „pomost" do stołu, jaki Bóg zastawił na pustyni swojemu ludowi wtedy, kiedy trwając przy Chrystusie, otrzymał on pokarmu pod dostatkiem i to tak, że nie tylko wszyscy się najedli, ale zostały jeszcze kosze pełne ułomków. Był to stół faktycznie zastawiony przez Boga na pustyni dla wszystkich, którzy zechcieli trwać przy Chrystusie, choć mogło się to jawić dla nich jako ryzykowne.

 

Obecność Jezusa Chrystusa w całej historii zbawienia

Jezus Chrystus wiele razy utożsamiał się ze swoimi znakami. Przywracając wzrok niewidomemu, jawi się jako światłość świata. Dając Sa­marytance wodę, mówił, że jest źródłem wody tryskającej ku żywotowi wiecznemu. Dając chleb na pustyni, mógł powiedzieć, że jest chlebem życia. Wskrzeszając Łazarza, powiedział, że sam jest życiem. I w tym kontekście takie wypowiedzi Chrystusa, jak: „Ja jestem chlebem życia". oraz stwierdzenie, że to, co się dokonywało w Starym Testamencie, służyło tylko doraźnie podtrzymaniu życia narodu, a od tej pory staje się źródłem życia na wieki, stanowią wyjątkowe rozszerzenie i pogłębienie teologii stołu. Mówi więc Chrystus, że ojcowie, a więc lud Starego Testamentu, jedli na pustyni mannę, ale był to pokarm dany na jakiś czas, pokarm doraźny i doczesny. On sam, Chrystus, jest pokarmem, który zstępuje z nieba. Jest chlebem żywym, a więc takim, który nie ustaje, jak nie ustaje źródło wody, które daje wodę żywą. „Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki" (J 6,51). Mówiąc o takim stole zastawionym na pustyni, a więc w miejscu, po którym nie można się spodziewać pokarmu, stwierdza, że jest to pokarm, którym jest Jego ciało za życie świata. Zaznacza, że spożywanie tego pokarmu jest warunkiem trwania razem z Nim na wieki. „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J 6,54). Swoje Ciało nazywa prawdziwym pokarmem, a swoją Krew -prawdziwym napojem.

Chrystus daje zatem nową jakość pokarmowi, jakim Bóg obdarzył naród wybrany w wędrówce przez pustynię do Ziemi Obiecanej i jaki podtrzymywał jego życie. Pokarm Chrystusa to ten, który trwa i daje życie na wieki, a może nim być tylko On sam.

W kilku miejscach Nowego Testamentu jest mowa o zasiadaniu Chry­stusa przy jednym stole z różnymi ludźmi. Dość często była to wspólnota stołu krytykowana przez przeciwników Chrystusa, który jadał z grzesznikami i celnikami, a więc rzucał tym swoim postępowaniem wyzwanie ludziom niby to wrażliwym na utrzymanie właściwych zasad życia reli­gijnego. Jednak wspólnota stołu, o jakim mówi Chrystus, jest wyrazem wielkoduszności Boga. On wie, że zasiadając za stołem wspólnie z grzesznikami, wyraża ogromną wielkoduszność Boga, a nadto i szansę, która się otwiera przed wszystkimi ludźmi. Bóg nie zamyka dostępu do swoje­go stołu nikomu. Może się okazać w sposób wyjątkowo zaskakujący, że wspólnota stołu dzielonego z grzesznikami i z celnikami będzie w królestwie niebieskim czymś zwyczajnym i będzie nagrodą Boga dla tych, którzy zechcieli mimo swej ułomności i słabości przyjąć Boże zaprosze­nie. Ci właśnie mogą zasiąść do wspólnego stołu z Chrystusem w królestwie Bożym (zob. Łk 12,37; 13,29).

Wyjątkowy jest stół Eucharystii. Jest to przede wszystkim stół wieczerzy paschalnej. Nawet jeśliby przyjąć, że wieczerza spożywana przez Chrystusa z uczniami w przeddzień Jego męki nie była ściśle wieczerzą paschalną, to jednak cala wymowa tej wieczerzy pozostaje paschalna. Przede wszystkim jest przaśny chleb i jest wino, które podczas tej wie­czerzy za sprawą słów Chrystusa stają się Jego Ciałem i Krwią.

Chleb i wino są symbolami o wyjątkowej nośności. Są przede wszystkim symbolami podstawowego pokarmu. Chleb i wino to znak, że człowiek jest zaopatrzony w podstawowe artykuły żywnościowe, że może żyć. Kiedy jednak Chrystus nazywa chleb i wino swoim Ciałem i swoją Krwią, wówczas nadaje tym dwom rodzajom pożywienia nową jakość i inną tożsamość. Ciało i krew to niejako tworzywo człowieka. Gdy w Piśmie Świętym jest mowa o ciele i krwi, odnosi się to po prostu do człowieka. Ciało to, co prawda, tylko zewnętrzna, zniszczalna powłoka człowieka (gr. sarx), ale ciało (gr. soma) to także ostoja dla duchowego życia człowieka, baza dla ludzkiej myśli i świątynia Ducha Świętego. Od czasu Ostatniej Wieczerzy pokarm jest wciąż ten sam, a jest nim chleb i wino, i staje się tożsamy z tym pokarmem, jakim jest ciało Jezusa Chrystusa. On. który był postrzegany na ziemi jedynie jako prawdziwy człowiek, a więc istota złożona z ciała i krwi, tę swoją rzeczywistość ludzką, ziemską, czyli ciało i krew, ustanawia jako znak, a zarazem symbol obecności trwałej, która dotyka istoty Jego posłannictwa, a więc Jego osoby. Skoro zbliżył się do ludzi, to nie mogło się to dokonać inaczej, jak tylko na drodze czytelnego wyjścia w stronę ludzi, takiego uniżenia, na jakie stać tylko Boga. A więc uniżył samego siebie, stawszy się człowiekiem (zob. Flp 2,7), to znaczy stał się ciałem i krwią, a jednocześnie będąc Bogiem, który stwarza przez Słowo (zob. J 1,3), w Słowie stał się także eucharystycznym pokarmem.

Tak właśnie dokonało się przejście od stołu starotestamentalnego, wymarzonego przez ludzi i oczekiwanego, do stołu, który staje się realnie obecny, a jest to stół wspólny z Chrystusem - stół, który nie ma .w sobie żadnego podstępu ani żadnego przekłamania. Jest to autentycz­ny stół Tego, który zastawia go w takiej obfitości, o jakiej Stary Testament mógł tylko marzyć.

Dlatego też autor Listu do Hebrajczyków z dumą stwierdza, że my (mówi o chrześcijanach) „mamy ołtarz", przy którym nie mają prawa zasiadać „i z którego nie mają prawa spożywać ci, którzy służą przybytkowi" (Hbr 13,10). Czas starotestamentalnego ołtarza bowiem się skończył. Jest już ich własny stół i własny ołtarz każdego, kto stał się uczniem Chrystusa. Apostoł Paweł jest w tym samym duchu świadomy ołtarza, przy którym gromadzą się chrześcijanie, kiedy stwierdza: „Nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów" (I Kor 10.21). To są dwie różne rzeczywistości, do siebie nieprzystające, od siebie oddalone, a ze strony demonów siejące bunt, sprzeciw i grozę. Koniecznie trzeba wspomnieć jeszcze jedno wydarzenie ze Starego Testamentu, w którym da się zauważyć dawcę Eucharystii już realnie, choć mistycznie obecnego w dziejach narodu. Chodzi o przywołaną przez Apostoła Paw­ła metaforę skały, która towarzyszyła narodowi w jego czterdziestoletniej wędrówce. Mówi więc Apostoł Paweł, że jego przodkowie, a więc ludzie narodu wybranego, przetrwali pustynię dzięki temu, iż pili „z towarzyszącej im duchowej skały, a skałą był Chrystus" (1 Kor 10,4). Stało się więc to wszystko - pisze dalej Apostoł Paweł - aby mogło posłużyć za przykład dla nas, abyśmy pragnęli nie zła jak tamci, lecz tylko dobra. Naród, mimo iż widział wielkie dobra Boże, wybrał sobie inny stół na pustyni, zasiadł, by jeść i pić, by się oddawać rozkoszom (zob. Wj 32,6). Jeżeli chrześcijanie prawdziwie mają swój stół (zob. Hbr 13,10), to nie mogą wystawiać Pana na próbę i szemrać, tak jak niektórzy z tamtych szemrali. Towarzysząca Żydom skała, z której pili w czasie wędrówki przez pustynię, to duchowo i mistycznie obecny już w tamtym czasie Chrystus, który jest „wczoraj i dziś', ten sam także na wieki" (Hbr 13,8). Nie mogło Go więc brakować wtedy, kiedy naród, przecież zmierzający w stronę spełniania się obietnic mesjańskich, narażony na wyjątkowe trudności, nie przestał pokładać swoich nadziei w Bogu.

 

Zwieńczenie starotestamentalnej drogi oczekiwania

Ostatnia Wieczerza jest wydarzeniem o wyjątkowym znaczeniu. Chrystus, który zasiada ze swoimi uczniami przy tym samym stole - uroczystym, dostojnym, historycznie uprzywilejowanym, zaznacza, że jest to ta wieczerza i ta uczta, o której marzył i którą gorąco pragnął spożywać z nimi (zob. Łk 22,15). Jest to bowiem wieczerza spełnienia się wszystkich Bożych obietnic: oto Bóg, który daje siebie na pożywienie, daje siebie jako pokarm w znakach mistycznych, nadając im realną treść za sprawą Słowa, które raz stało się ciałem, a teraz staje się pokarmem. Daje to wyjątkową szansę trwania przy Nim i z Nim w tej samej wspólnocie Bożego stołu.

Prócz tego, że Jezus daje cudowny pokarm duchowy oraz napój, nazywany dziś eucharystycznym, zarazem udziela mocy tym wszystkim, którzy będą mieli prawo utożsamiać się z Nim i działać in persona Christi, ażeby przekazywać Jego pokarm innym ludziom. Mówił zatem: „To czyńcie na moją pamiątkę!" (Łk 22,19). Eucharystia nie jest wydarzeniem jednorazowym. Jest wydarzeniem, które trwa w swoim skutku. Sama śmierć Chrystusa też nie jest wydarzeniem jednorazowym, bo trwa w sposób mistyczny i duchowy, będąc pamiątką śmierci Pana w każdej Mszy świętej, kiedy spełnia się to, co spełniło się na Golgocie, a wcześniej w Wieczerniku. Oczywiście, Chrystus ponownie nie umiera, Chrystus na nowo nie cierpi, bo raz umarł i w ten sposób złożył ofiarę doskonałą. Wyjaśnia to autor Listu do Hebrajczyków, tworząc podstawy teologii odkupienia (zob. Hbr 10,12-14). I tak arcykapłani Starego Testamentu wiele razy stawali przy swoich ołtarzach i wiele razy składali te same dary (zob. Hbr 10.11). ale wszystkie one były bezskuteczne, ponieważ były darami składanymi jakby obok nich. Były darami, z którymi żaden z kapłanów Starego Testamentu nie mógł się utożsamić. Natomiast Jezus Chrystus złożył w ofierze siebie, a wtedy przez zasłonę, którą było Jego ciało, otworzył drogę nową i żywą do takiego miejsca, gdzie Bóg jest rzeczywiście obecny. To sprawiło, że od tej pory Eucharystia staje się realnie obecna jako wciąż trwająca ofiara przebłagalna, jak tamta pierwsza i jedyna. Ofiara Chrystusa jest doskonała i spełniła się raz na zawsze. Nie ma potrzeby ani jej powtarzać, ani też nie ma potrzeby oczekiwać jakiejś innej ofiary, skoro ta jedna, wypełniając wszelkie pustki po Starym Testamencie i doskonaląc ofiary tamtego czasu, przecież niedoskonale, ukazała ludziom nową rzeczywistość zbawczą. Eucharystia ma nie tylko swoje przełożenie rytualne, jest nie tylko powtarzaniem obrzędów Ostatniej Wieczerzy, a więc tego, co zapamiętano w sposób szczególnie wymowny. Jest powtarzaniem nie tylko łamania chleba, lecz także całego wydarzenia, jakim jest dawanie Boga człowiekowi. Jeżeli Jezus mówi: „To czyńcie na moją pamiątkę", to znaczy, że chce, aby spełniała się nie tylko treść liturgiczna, a więc ceremoniał Ostatniej Wieczerzy, ale również rzeczy­wistość wyrażona tymi znakami. Spełnia się ona, kiedy chrześcijanie sami są paschalni, wiedząc, że Paschą jest Chrystus i że tę Paschę świętuje się przaśnym chlebie czystości i prawdy (I Kor 5,8).

Eucharystia ma swój początek przy stole. Jest zapoczątkowana tęsknotą za Bożym stołem, coraz to bardziej napełnianym darami świątyni starotestamentalnej. Natomiast Eucharystia zaczyna nową odsłonę historii Bożego stołu, czyli Paschy Chrystusa, której On bardzo pragnął i którą spożył ze swoimi uczniami. Trwa ona nadal dzięki szczególnemu testamentowi: „To czyńcie na moją pamiątkę". Eucharystia jest więc wydarzeniem, które ma do głębi przeniknąć życie chrześcijańskie i przebudować je na dzielenie z Bogiem miejsca, czasu i życiowych zadań.

Dlatego też po wieczerzy następuje ofiara. Tych dwóch aspektów Eucharystii nie wolno rozdzielać: Eucharystia jest ucztą i jest także ofiarą. Jan Paweł II w swoim liście apostolskim Mane nobiscum Domine akcentuje te dwie rzeczywistości (dołączy jeszcze do nich adorację) w sposób wyjątkowo mocny (zob. 15-18). Nie wolno ich rozdzielać, ponieważ może to spowodować przekłamanie odnośnie do rozumienia Eucharystii. Jest więc stół, bo jest uczta. Jest także ofiara, bo jest cierpienie i śmierć.

To, co Chrystus przeżył jako ofiarę, a więc cierpienie i śmierć, jest posłaniem ku życiu. Chrystus bowiem daje siebie bez reszty. Gdyby poprzestał na samej uczcie eucharystycznej, wszystko mogłoby się skończyć pięknymi symbolami, ale czy nie pozostałoby tylko w sferze sa­mych znaków? Natomiast Chrystus wnet, tej samej nocy, kiedy dokonała się wieczerza paschalna, zamienia liturgię stołu na ofiarę złożoną na ołtarzu krzyża.

W Ewangelii według św. Jana nie ma wzmianki o ustanowieniu Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy, ale jest mowa o darze chleba w kontekście Jego pierwszej publicznie przeżywanej Paschy (zob. J 6,4). W tej Ewangelii jest On zawsze Eucharystią, jest od początku swojego życia chlebem, „który zstąpił z nieba" (J 6,51), jest więc od samego początku darem Ojca dla ludzi. Eucharystia - na co zwraca szczególną uwagę św. Jan jest także zadaniem, a widać to w obrzędzie umycia nóg Apostołom. Dobrze się stało, że obrzęd ten powraca teraz w liturgii wielkoczwartkowej w wielu kościołach, zwłaszcza katedralnych, które mają być zawsze miejscem liturgii wzorcowej. Jest to symbol, który wyraża miłość Chrystusa, Jego pokorę, z jaką oddaje się On Ojcu za ludzi. Chce im służyć, staje się ich niewolnikiem, a nie tym, któremu miano służyć (zob. Mt 20,28).

Umycie nóg Apostołom w Wieczerniku podczas wieczerzy paschalnej przy stole Eucharystii to jej przekład na język czynu. Kiedy bowiem Jezus umył uczniom nogi, stwierdził: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem" (J 13,14-15).

 

Duszpasterska wymowa daru Eucharystii

Eucharystii nie da się odłączyć od Biblii. Biblia bowiem jest słowem Bożym i jest czynem Boga. W Biblii zapisano jedno i drugie. Biblia jest zapisem Bożej obecności, myśli i woli. W sposób wyjątkowo pełny tę myśl Bożą i wolę Bożą spełnił Jezus Chrystus, stając się nie tylko człowiekiem, ale także żertwą ofiarną dla zbawienia człowieka. Biblia zatem już na kartach Starego Testamentu przygotowywała obecność Chrystusa („wczoraj i dziś, tego samego także na wieki" - por. Hbr 13,8). Przygotowała także Eucharystię, która jest pełnym znakiem Bożej obecności w świecie. Nie można więc traktować Eucharystii jako wyłącznie pew­nego zespołu ceremonii liturgicznych. Nie może więc być Msza święta tylko „odprawiana". Msza święta to wydarzenie zbawcze, w które się wchodzi i które się rozumie na sposób przejęcia się Bożą tajemnicą. Musi być nieustannym uobecnianiem in persona Christi tego, czego On sam dokonał.

Jeżeli więc oderwałoby się Eucharystię od Biblii, to pozbawiałoby się ją wymowy historycznej, tej bardzo wczesnej, starotestamentalnej, która jest zapowiedzią pełnej obecności Boga wśród ludzi, i tej. która jest dopełnieniem w Nowym Przymierzu za sprawą Jezusa Chrystusa. Kto więc odpowiedzialnie odczytuje słowo Boże, będzie doskonałe rozumiał - bez większych obaw czy wewnętrznych sprzeciwów - że Pismo Święte jest we Mszy świętej zasadniczym tworzywem tego, co się dokonuje. Jest ona przecież utkana z Bożych słów, a każda tworząca ją modlitwa jest w pewnym sensie antologią Bożego mówienia do ludzi, które się dokonywało w ciągu wieków (zob. Hbr 1,1).

Nie można zatem odłączać Eucharystii od Biblii, czytań mszalnych od pozostałych części Mszy świętej. Muszą one zajmować właściwe sobie miejsce i mieć należyte wykonanie, dostojną proklamację. Ewangeliści wspominają, że Jezus wolał (zob. J 12,44), bo był heroldem Bożego słowa - sam będąc Słowem, był jego zwiastunem.

To samo winno się dokonywać we Mszy świętej. Słowo Boże musi mieć swoje godne i dostojne miejsce, poczynając od właściwego przygotowania stołu słowa Bożego, a więc ambony (a nie pulpitu i nie ambonki), tylko rzeczywiście stołu, z którego proklamuje sieje tak, by trafiając w głąb, stawało się ciągle „mieczem obosiecznym, przenikającym aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpi­ku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca" (por. Hbr 4,12).

 

Nie może więc być słowo Boże tylko odczytywane - musi być proklamowane.

Nie może być też tekstem, który się przeinacza, który się przekłamuje, bo jak po takim czytaniu powiedzieć: „Oto słowo Boże"? Nie można powierzać czytania go komukolwiek, czy mówiąc brutalnie, byle komu. Powierzając czytanie słowa Bożego wiernym świeckim, zwłaszcza młodzieży, młodym lektorom, trzeba najpierw ich wprowadzić w rozumienie tekstu. Jeśli go nie rozumieją, trzeba im pomóc. „Jakżeż mogę rozu­mieć, jeśli mi nikt nie wyjaśni?"- uskarżał się dworzanin królowej etiopskiej Kandaki (Dz 8,31). Trzeba być takim diakonem Filipem, by służyć rozumieniu słowa. Im bardziej przenikniemy myśl autorów czytań, tym bliższa będzie nam prawda, która zwiastuje Chrystusa wciąż wśród nas i dla nas obecnego - i w słowie, i w darze Eucharystii - i tym bardziej wiarogodnie będzie się ją proklamować.

Celebrans Mszy świętej musi być wyjątkowo odpowiedzialnym szafarzem Eucharystii, świadomym, że jest zwiastunem słowa in persona Spiritus Sancti - jakby w osobie Ducha Świętego, bo to przecież Duch Święty mówił przez proroków. Jeżeli my, jako szafarze słowa nowego czasu, podejmujemy głoszenie słowa Bożego, to wchodzimy w rolę tych jego świadków, którymi Duch Święty zawsze się posługiwał. Nie z woli ludzkiej bowiem zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale „kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie" (2 P 1,21).

Warto dodać, że homilia winna być integralną częścią Eucharystii. Nie powinno jej brakować nigdy, zwłaszcza kiedy wierni słyszą tekst trudniejszy, z którym są mniej obeznani albo z którego wymową i powiązaniem z innymi czytaniami nie mogliby sobie poradzić. Koniecznie trzeba być sługą słowa w każdej Eucharystii, podkreślając, że Bóg „wiele razy mówił do ojców przez proroków, teraz mówi przez Syna" (por. Hbr 1,1) w takiej właśnie postaci, jaką jest Eucharystia.

Trzeba też koniecznie powrócić do tego, by celebrans Mszy świętej był celebransem liturgii słowa, to znaczy także homilii. Czytanie lektur Starego Testamentu czy pism apostolskich powierza się lektorom, osobom świeckim, podobnie - wykonanie śpiewu psalmu, który też jest częścią Bożego słowa. Homilia również stanowi integralną część Eucharystii, tej konkretnie sprawowanej. Trzeba więc, ażeby głosił słowo sam celebrans Mszy świętej. Jeżeli bowiem przychodzi do ołtarza z homilią ktoś z zewnątrz, pospiesznie odrywający się od konfesjonału czy wcześniej zatrzymany przez jakieś sprawy w zakrystii, to Msza święta sprawia wrażenie sumy niezbyt skoordynowanych działań. Może nie być czytelna w swojej symbolice i nie dość dostojna w swoim wykonaniu. Homilia nie może być „towarem odgrzewanym" przez cały dzień przez tego samego kaznodzieję, ale ma być ży­wym świadectwem celebransa, który staje przy ołtarzu i sprawuje Mszę świętą. Słowo Boże i Eucharystia jako sprawowanie ofiary Pana jest czymś integralnym, czego się nie rozłącza. W sytuacji wyjątkowej ten, który głosi słowo Boże, a nie może celebrować Mszy świętej, niech będzie na tej Mszy obecny jako uczestnik całej akcji liturgicznej, a nie tylko jej małej części.

Eucharystia nie jest wydarzeniem wyizolowanym z historii zbawienia, oderwanym od trwającego przez wieki mówienia Boga do ludzi. Ona wyrasta z Bożego słowa, które najpierw stało się ciałem i zamieszkało pośród nas, a potem stało się pokarmem, w którym spełnia się wołanie o Bożą obecność: „Panie, zostań z nami". Ten więc, kto nie wierzy w Bożą ekonomię zbawienia i kto nie wierzy słowu Bożemu, nie może uwierzyć w Eucharystię. Może ją zobaczyć jako dziwny znak, ale czy odczyta całą treść zbawczą pokarmu, który trwa na wieki?

Eucharystia jest wydarzeniem niezwykłym w historii zbawienia. Przez tęsknotę, oczekiwanie i spełnienie łączy historię całej ludzkości - tej dawnej, jakby pokrzywdzonej tym, że nie miała pełnego dostępu do wszystkich Bożych znaków, i tej ludzkości, w której dopełniło się oczekiwanie, i która sama staje się przez to niejako dopowiedzeniem do tamtej historii. Staje się więc potwierdzeniem tego, że ma błogosławione „oczy, które widzą, i uszy, które słyszą to, co inni chcieli widzieć i słyszeć, a nie widzieli i nie słyszeli" (por. Mt 13,16-17).

 

Ks. bp Jan Bernard Szlaga (ur. 1940), biskup pelpliński, biblista, były profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Gdańskiego, obecnie profesor Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie, członek Rady Naukowej Episkopatu Polski. Opublikował cykl komentarzy do czytań mszalnych Przy stole słowa Bożego, Dziedzictwo wiary Kościoła apostolskiego, rozmowy na tematy biblijne Reportażu stamtąd nie będzie i Na początku była miłość oraz (red.) Wstęp ogólny do Pisma świętego.

ministranci.diecezja-pelplin.pl / 2016 / Archiwum

Projekt i realizacja: Seweryn Sildatk